„Nie
czyń drugiemu, co Tobie nie miłe” – mówi znane, Polskie przysłowie. Ile razy
zdarzyło się, że ktoś wtykał nos w nie swoje sprawy i zbyt mocno ingerował w
Twoją prywatność? Pół biedy, jeżeli grzecznie odpuścił. Problem zaczyna się,
gdy w świat pójdzie fałszywa informacja, która krzywdzi Twoje dobre imię. W XXI
wieku, w erze wspaniale rozwijającego się świata technologicznego zhejtować
kogoś jest równie łatwo, co wyjść do sklepu po świeże bułeczki. Skala ta poraża
swoim zasięgiem, ale niestety taka jest prawda. Piszę o tym dlatego, że
1.08.2018 roku nakładem Wydawnictwa Otwartego swoją premierę miała książka Emily
Giffin „Wszystko, czego pragnęliśmy”. https://goo.gl/JKdSpr
Dzięki
uprzejmości Wydawnictwa Otwartego i Natalii ze strony „Książkowe Kocha, Nie
Kocha” miałam przyjemność otrzymać egzemplarz recenzencki do stworzenia
dzisiejszego wpisu na blogu. Emily Giffin w swej najnowszej powieści porusza
ważne, a zarazem złożone tematy, które są coraz bardziej aktualne. W powieści
mamy więc wiele wątków. Są to: wątek rasizmu, przemocy wobec kobiet,
przedmiotowego traktowania kobiet, alkoholizmu oraz hejtu w sieci. Do jednego z
nich, a mianowicie tego ostatniego postaram się dzisiaj ustosunkować i
poświęcić czas. Temat jak najbardziej „na topie”, bo niestety coraz częściej
możemy spotkać się z tym nieprzyjemnym zjawiskiem. Z badań na świecie wynika,
że pewna część populacji ludzi na świecie w swoim życiu doświadczyła na własnej
skórze omawianych dziś spraw. Reszta populacji, która miała to szczęście
uchronić się przed nimi przynajmniej o nich wiedziała ze „słyszenia”. Cieszę
się, że Emily Giffin podjęła się w swej najnowszej powieści tych tematów i w
sposób przystępny i skłaniający do refleksji przedstawiła je w formie historii
głównych bohaterów.
Hejt
w sieci – z czym Wam się kojarzy? Mi na pierwszą myśl przychodzą gorzkie,
szydercze i prześmiewcze słowa atakujące drugiego człowieka. W przeważającej
większości są to słowa bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe. Słowa, które ranią.
Słowa, które mogą doprowadzić do czarnej rozpaczy i najbardziej dramatycznych
decyzji człowieka, po drugiej stronie ekranu komputera, tableta czy smartfona. Tak,
za tymi technologicznymi przedmiotami kryje się człowiek! Człowiek, który jest
wrażliwy. Człowiek, który ma swoje uczucia. Człowiek, który być może okazać się
silną psychicznie jednostką, albo wręcz przeciwnie... Bardzo łatwo jest ocenić
i zaszufladkować człowieka na podstawie jego wyglądu, zachowania czy wyrwanej z
kontekstu sytuacji. Bo ten, który ma kolczyk w nosie i irokeza jest na pewno
satanistą. Dwóch przyjaciół, którzy razem idą na miasto i spędzają wspólnie czas
to na 100% geje. Kobieta, która stanowczo zwraca uwagę krzyczącemu na ulicy i
wyrywającemu się dziecku to bez wątpliwości jakaś wyrodna matka lub opiekunka. Prawda?
Pewnie nie raz, nie dwa każdemu z nas zdarzyło się w swoim życiu
niesprawiedliwie kogoś ocenić. Później stukaliśmy się w głowę i
zastanawialiśmy: „Jak ja mogłam/mogłem tak o niej/nim tak pomyśleć...”, „Jak
mogłem/mogłam jej/jemu to zrobić... Przecież on nie jest niczemu winny”. Bardzo
dobrze, jeżeli takie myśli się pojawiły. Oznacza to tyle, że zachowały się w
nas jeszcze resztki człowieczeństwa, ludzkich uczuć i empatii w stosunku do
drogiej osoby. Gorzej jest, jeśli w ruch pójdą smartfony. A przepowiednią
totalnej katastrofy jest, kiedy to urządzenie trafi w niepowołane ręce, z małym
rozumkiem w głowie.
Przypadkowi
odbiorcy, nie mający swojego, prywatnego życia i szukający sensacji są bardzo
dobrze zaznajomieni w temacie hejtu. Nie zważają na konsekwencje, bez wiedzy
osób zainteresowanych pstrykną zdjęcie lub dwa, nakręcą filmik i wrzucą do
krainy zwanej Internetem. Wtedy już wszystko pójdzie lawinowo. Głodne hieny i
sępy, z żądzą „rozlewu krwi”, a może bardziej żółci nie powstrzymają się przed
niczym. Widzą tylko swoje racje, oczerniając w Internecie swoją ofiarę podnoszą
tym samym swoją samoocenę. Jednak czy samoocena hejtującego jest wysoka? Jeżeli
w rzeczywistości tak by było, hejter nie zajmowałby się takimi sprawami jak wstawianie
skandalicznych zdjęć często nadszarpując nimi wizerunek konkretnego człowieka
oraz wypisywaniem komentarzy na portalach społecznościowych i nakręcaniem na
sensację coraz to większej ilości ludzi. Hejterami są osoby, którym po prostu
brak zajęcia i nie mają co ze sobą robić. Lubią uprzykrzać komuś życie, żeby
samemu poczuć się lepiej. Co nimi kieruje oprócz niskiej samooceny? Może
zazdrość?
W
najnowszej książce Emily Giffin wątek hejtu w sieci obraca się właśnie wokół
dwójki młodych bohaterów. Jeden z nich pochodzi z „dobrego domu”, uczęszcza do
prestiżowej szkoły, jest znany wśród kolegów i koleżanek. Te ostatnie wiele by
dały, aby móc spędzić z nim czas... Drugi bohater, a właściwie bohaterka, wokół
której wszystko się rozgrywa jest dziewczyną o niższej klasie społecznej niż
reprezentuje jej przeciwnik. Dodatkową cechą wyrózniającą jest jej egzotyczna
uroda, która przyciąga uwagę rówieśników. Jak to bywa młodzieńcze lata są
burzliwe, a dzieciaki muszą się przecież kiedyś „wyszaleć”. Chęć wpasowania się
do „towarzystwa”, imprezy, głośna muzyka, duże ilości alkoholu, narkotyki,
seks... Nagle film się urywa i nie wiadomo, jaki mamy dzień tygodnia, porę dnia
i właściwie co tutaj robimy. Jest jeszcze gorzej, kiedy nie zdajemy sobie
sprawy, co się wydarzyło oraz żyjemy w nieświadomości, że ktoś już wykorzystał
to przeciwko nam. Tak było w przypadku jednego z bohaterów książki „Wszystko,
czego pragnęliśmy”. Zdjęcie ukazujące to, co nie powinno ujrzeć światła
dziennego, dwuznaczna poza i bulwersujący komentarz dopełniający całość.
Możecie się domyślić, czy chodzi tu o chłopaka, czy dziewczynę. Wszystko to
połączone w całość może doprowadzić do nieuniknionej katastrofy i przekreślić
świetlistą przyszłość bohaterów... Czemu więc do tego doszło? Z powodu
zaimponowania swoim znajomym? Chęci pogrążenia kogoś, kto wyróżnia się z tłumu
swoją urodą i przez to odstaje od innych? Chęci zabawy i polepszenia sobie i
reszcie, którzy mają z tego frajdę nastroju? Pokazania swojego wyższego statusu
społecznego? A może zademonstrowania swojej siły i władzy? Przekonacie się o
tym sami sięgając właśnie po najnowszą książkę Emily Giffin.
Zjawisko
hejtu w sieci jest tematem znanym młodszej części społeczności. Kto jak kto,
ale to właśnie ludzie młodzi sami nawzajem potrafią być dla siebie najbardziej
okrutni. Mają łatwy dostęp do różnych narzędzi, dzięki którym mogą w prosty
sposób wbić przysłowiową szpilę lub nóż w plecy. I święcie uważają, że są
bezkarni. Starsze pokolenie być może nie orientuje się zbyt dokładnie w tym
temacie, jednak coraz częściej słyszy się w mediach o takich sprawach. Słowo
przeciw słowu. Wydawałoby się, że to przecież tylko słowa. Puste słowa.
Wypowiedziane albo napisane w sieci. Przecież słowa nikomu nie zaszkodzą,
krzywdy nie zrobią. Takie myślenie jest bardzo mylne. Można zrobić komuś
krzywdę fizyczną, która jest równie krzywdząca i ma taką samą siłę co krzywda
słowna. Hejterzy być może nie zdają sobie z tego sprawy, lub może po prostu
bardziej nie chcą... Niestety sytuacje takie dzieją się na świecie coraz
zęściej, na zastraszająco dużą skalę. Przytoczę tutaj słowa piosenki słynnego
Czesława Niemena, który w piosence pt.: „Dziwny jest ten świat” śpiewa: „A jednak często jest, że ktoś słowem
złym zabija tak, jak nożem”.
Jak
już wspomniałam na początku piszę o tym dlatego, że hejt w sieci jest jednym z wielu
trudnych tematów podjętych w książce Emily Giffin „Wszystko, czego
pragnęliśmy”. Osobiście cieszę się, że autorka podjęła trud i stworzyła
historię bądź co bądź z życia wziętą. Historię, dzięki której może niektórzy
ludzie dwa razy pomyślą zanim zrobią coś, czego sami będą żałować. Lektura tej
książki z pewnością Was poruszy. Emocje
zagwarantowane - od pozytywnych po te bardziej smutne i skłaniające do myślenia
i refleksji. Ale właśnie o to chodzi, żeby głośno mówić o ważnych sprawach,
które dotyczą nas lub osób z naszego najbliższego otoczenia. Może po lekturze
tej książki hejterzy zrozumieją, że wrzucając do Internetu gorszące zdjęcie
swojej koleżanki, kolegi czy obcej osoby z ulicy i pisząc nieprzyzwoity
komentarz wyrządzają krzywdę osobie, której to dotyczy. Krzywdę, która na długo
może pozostać wyryta w pamięci ofiary i którą bardzo ciężko będzie wymazać.
Mam
nadzieję, że mój dzisiejszy wpis zachęci Was do przeczytania książki Emily Giffin
„Wszystko, czego pragnęliśmy”. Mogę Wam powiedzieć, że nie będziecie się nudzić
przy tej lekturze, a na wiele spraw spojrzycie inaczej. Takie historie warto
czytać by nie stać się znieczulonym na przykre rzeczy. Sytuacje, które mogą
spotkać kogoś z otoczenia lub dotknąć osobiście nas samych. Nieważne, czy
jesteś obrzydliwie bogaty, czy żyjesz na średnim choć nie zgorszym poziomie
życia. Nieważne, czy masz urodę skandynawską, słowiańską czy śródziemnomorską.
Hejt w sieci moze dotknąć każdego, bez wyjątku na jego pozycję społeczną. I
niezależnie od pochodzenia, urody i statusu przecież każdy pragnie życia w
spokoju. Każdy pragnie być akceptowany i mieć nieskazitelny wizerunek. Czy
jeden, głupi wybryk hejtera musi to wszystko przekreślić?
A Wy, jakie macie zdanie o hejcie w sieci? Co
sądzicie na temat tego zjawiska, jakie uczucia w Was to zbudza? Zachęcam do
dyskusji na blogu oraz fanpage i podzielenia się wrażeniami po lekturze!