piątek, 13 września 2019

"Miłość w czasach in vitro"


Przy piątku 13-go, zapraszam Was na moją opinię debiutu książkowego „Miłość w czasach in vitro” Anny Żelazowskiej. To opowieść, która jest przeplatanką szczęścia i pecha, uśmiechu i łez, sukcesów i porażek. Życiowa książka, która wywołuje refleksje i daje do myślenia. Idealnie pasuje mi do dzisiejszej przewrotnej daty. 😉

Krótko o fabule
Alicja to pracownica znanej, warszawskiej kliniki in vitro. Bohaterka jest bardzo zwyczajną kobietą, która wiedzie równie zwyczajne życie. Dosłownie – Alicja nie należy do ludzi cechujących się zbytnią spontanicznością, czy dużą radością życia. Jest raczej odwrotnie – boi się ryzyka i podejmowania decyzji, przez co nie czuje się do końca zadowolona z życia. Jednocześnie ma wypracowaną własną strefę komfortu, ale z drugiej strony z dnia na dzień narasta w niej frustracja i marzenia o zmianie. Co więc blokuje naszą bohaterkę przed zrobieniem tego pierwszego kroku w stronę innego życia? Aby zająć swoje myśli i czas, bohaterka uważnie obserwuje klientów kliniki. Jednych zapamiętuje bardziej i pamięta dłużej, innych mniej. Z niektórymi się przyjaźni, innym kibicuje, niektórych niezbyt lubi, a innym współczuje. W codziennej pracy kobieta widzi łzy radości i wzruszenia, niepewność i nadzieję, złość i ulgę. Życie pisze bardzo barwne scenariusze, jednak nie zawsze mają one bajkowe i szczęśliwe zakończenie. A wymarzonym zakończeniem tych scenariuszy wielu par regularnie odwiedzających klinikę byłoby upragnione dziecko. Niestety, nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Alicja w klinice ma dosyć monotonny plan dnia, jednak pewnego dnia dzieją się rzeczy, które zmieniają życie zarówno pacjentów, jak i jej samej. Czy będą to zmiany na lepsze? Przeczytajcie „Miłość w czasach in vitro”, a wszystkiego się dowiecie.

Moje wrażenia po lekturze
„Miłość w czasach in vitro” to książka, która porusza bardzo życiowy i ważny temat - in vitro, który niejednokrotnie wzbudza wiele kontrowersji i jest szeroko omawiany przez społeczeństwo. Jak sami wiecie zdania na ten temat są mocno podzielone, każdy ma swoją wizję świata. Cieszę się, że debiutująca autorka napisała książkę, która wzbudza refleksje i daje do myślenia. Fabuła książki nie jest wybuchowa jak fajerwerki, nie jest jednak nudna. Akcja cały czas toczy się w obrębie kliniki i można by się zastanowić, cóż takiego ciekawego może się tam dziać. A dzieje się bardzo dużo. Oprócz Alicji, która ze swojej perspektywy relacjonuje jako narrator wszystkie wydarzenia, poznajemy sympatyczne kobiety – pacjentki kliniki, pracownice i mniej lub bardziej miłych mężczyzn, lekarzy, pacjentów i wielu przypadkowych ludzi, którzy pojawiają się znienacka i robią niemałe zamieszanie. Sploty różnych wydarzeń w życiu bohaterów sprawiają, że książkę, mimo trudnego tematu czyta się dosyć szybko i przyjemnie. Jednak na pewno nie jest to książka banalna i łatwa. „Miłość w czasach in vitro” skłania do zastanowienia nad wieloma sprawami – pięknem i istotą życia. Bo życie jest sumą naszych wyborów i tylko i wyłącznie od nas zależy, jak będzie wyglądało. Czy będziemy czerpać z życia garściami, żyć na 100% i robić tak, jak podpowiada nam nasza intuicja, serce i marzenia. Czy popadniemy w smutną monotonię szarości codziennego dnia, będziemy wiecznie smutni, niezadowoleni i zazdrośni o „lepsze” życie człowieka, który przechodząc obok nas promienieje radością.

„Miłość w czasach in vitro” to lektura, która z pewnością Was poruszy. Być może książka da Wam kopa do podjęcia zmian w swoim życiu i odwagi do wdrażania innych niż zwykle wyborów. Nie muszą być to przełomowe kroki, przecież można zastosować metodę małych kroczków. Wiadomo, że najtrudniej jest zacząć, ale myślę, że naprawdę warto. I właśnie na podejmowaniu wyborów skupiła się autorka w swojej książce. Pokazała jak ważne jest to, co robimy w życiu dla innych, ale przede wszystkim dla samych siebie. W końcu nieszczęśliwy człowiek nie przeleje radości na drugiego człowieka. Podobało mi się ukazanie tematu in vitro z perspektywy pacjentów kliniki jak również pracowników. Podczas lektury można poznać zarówno emocje pacjentów pełnych nadziei jak i lekarzy, którzy starają się pomóc i ogarnąć rzesze niejednokrotnie rozemocjonowanych ludzi, którzy przewijają się codziennie w klinice. Mnie osobiście „Miłość w czasach in vitro” przekonała do tego, by jeszcze bardziej cieszyć się życiem i robić wszystko w zgodzie z samą sobą.

„Miłość w czasach in vitro” to książka o wyborach, które podejmujemy, emocjach, które siedzą w nas – ludziach i umiejętności czerpania z życia jak najwięcej. To nieco cierpka lektura z nutą delikatnej słodyczy dającej nadzieję.

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Videograf.


2 komentarze:

  1. Niestety to zupełnie nie mój temat książek
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

„Kot na szczęście. Czyli dlaczego kociarze to najwięksi szczęściarze”, Kot Nieteraz

, Tytuł książki: „Kot na szczęście. Czyli dlaczego kociarze to najwięksi szczęściarze” Autor: Kot Nieteraz Kategoria: Poradnik, satyra Data ...